Czy ktoś wie, że w pewnym momencie, niedługo po wojnie, głównym klubem piłkarskim w mieście był Kolejarz? Czy ktoś pamięta LZS Wicher Susz? Spróbujemy cofnąć się w czasie.

Było to tak:

Unia istnieje od 1946 roku. W 1947 już na pewno grała. Prezesem był Stanisław Sosnowski, prezes spółdzielnie spożywców "Świt". Zastępcą prezesa był Morawski, właściciel restauracji w starym domu towarowym (na parterze, ponoć non stop było tam ciasno). W zarządzie klubu był też Krüger, mistrz kominiarski z ulicy Prabuckiej. Ci wszyscy ludzie oczywiście przybyli do Susza po wojnie. Kapitanem tej drużyny był Szefler, główny księgowy gminy.

Jako kilkunastolatkowie grę w Unii zaczęli Jan Krupski, Ryszard Głowacki.

-Pamiętam jeszcze tych starych, przedwojennych graczy - opowiada Jan Krupski. -Po wojnie w koszarach w Suszu było wojsko. Stamtąd pochodziło też wielu dobrych zawodników.

Wówczas nie było jako takiej ligi. Drużyny w regionie umawiały się między sobą na kolejne spotkania. Po kilku latach na sportowym firmamencie kraju pojawiła się Federacja Sportowa "Kolejarz". Oferując lepsze warunki finansowe, niejako "wykupiła" Unię.

-Unia rozpadła się w zasadzie po trzech latach- wspomina Czesław Krzykowski. On także odegrał ważną rolę w suskiej piłce. Pracował wówczas na kolei. -Byłem wtedy kierownikiem kolejarskiej świetlicy na dole budynku przy skrzyżowaniu ulic 15 Grudnia i Dworcowej. Cały dół po restauracji był do naszej dyspozycji.

Potem kolejarską świetlicę przeniesiono do większego pomieszczenia w innym poniemieckim budynku przy dzisiejszej Piastowskiej. Lokale te zajmuje dziś Kredyt Bank.

-Tam to życie kwitło! W sezonie w Suszu było 200 kolejarzy- opowiada Krzykowski. -Były zabawy, działały sekcje szachistów, ping-pongistów i ciężarowców. Miałem dobre, niemieckie radio, płyty. Nieraz, jak u nas był ubaw, to cała ulica otwierała okna, żeby posłuchać dobrej muzyki.

Trzej ciężarowcy z Susza zdobyli srebrne medale na Mistrzostwach Polski. Przyjeżdżał trener klasy państwowej aż z Poznania.

Klub, a raczej sekcja piłkarska Kolejarz powstała pod koniec 1950 roku (?). Sekretarzem Kolejarza, a potem Unii aż do 1968 roku, był Jan Krupski, wówczas referent podatkowy. Drużyna grała w A-klasie, dzisiejszym odpowiedniku V ligi okręgowej. Tam mocnych dla Susza nie było. W tej samej klasie grał Jeziorak, wówczas też w federacji Kolejarz.

Piłkarze na wyjazdy jeździli pociągami. Mało kto nawalił. Jeden z zawodników przychodził z Kamieńca na piechotę.

 

Pamiętny sparing

Raz grali sparing z I-ligową wówczas Lechią Gdansk. W tamtym zespole czołowym napastnikiem był niejaki Korynt, zresztą reprezentant kraju.

-Mówie do naszego Stefana Tyburskiego: "Nie daj Koryntowi kopnąć piłki, bo każde kopnięcie to będzie gol". I Stefan nie dał kopnąć- wspomina pan Czesław. -W przerwie Korynt powiedział mi: "Pana zawodnik nie da mi grać. Nie będę grał". I do końca meczu siedział na ławce. Stefek był szybszy od Korynta, choć tamten miał nie lada biegi! Tyburski to był chłopak-spręzyna.

Kolejarz z Lechią oczywiście sromotnie przegrał, ale powody do dumy też się znalazły. Niestety, koniec był piorunujacy. To przełomowe wydarzenie doskonale pamięta Jan Krupski, grający wówczas w Kolejarzu.

-Graliśmy akurat mecz z Motorem Lubawa. Sędzia też był z Lubawy. Nazywał się Andrzejewski, taki gruby fryzjer- opowiada Krupski. -Graliśmy o wejście do wyższej klasy. Mnie sfaulowali na polu karnym. Do dziś czuje tę nogę. Sędzia nie podyktował karnego. Znieśli mnie z boiska. I wtedy znalazł się taki Kowalski, nasz wierny kibic, który wtedy nie wytrzymał, wyrwał się z trybun i uderzył sędziego liniowego. -Sędzia stracił kilka zębów- przypomina sobie to wydarzenie Czesław Krzykowski.

Stadion zawieszono. Krupskiego zawiesili na rok w funkcji kapitana drużyny. Mecze Kolejarz mógł rozgrywać na boisku w Kisielicach. Uznano, że jest to bez sensu. Wszystko nagle się rozleciało.

 

Powrót Unii

W nagłej próżni suskiego sportu pojawiła się jednak po raz drugi Unia. Pozbierano starych zawodników, dużo pojawiło się nowych. Oficjalnie Unia powstała 15 grudnia 1959 roku. Do tego czasu działano bez statutu. W pewnym momencie pojawił się także w mieście jakiś LZS Wicher Susz.

Zaczęto od C-klasy. Prezesem został tadeusz Sałacki, zawodowo prezes Powiatowego Związku Gminnych Spółdzielni.

-To była jedyna firma, która miała trzy samochody- mówi Krupski.

Wiceprezesem został Bolesław Żarnecki (od 1962(?) prezes). Krupski był sekretarzem. Członkami byli Bogusław Lotz i Czesław Krzykowski.

Póxniej, gdy naczelnikiem został Józef Włodarski, jego syrenką jeżdżono do Warszawy po sprzęt dla piłkarzy! Bardzo dla klubu przysłużył się też Mirosław Pisarczyk.

Pisarczyk, trener drużyny seniorów, był nauczycielem WF w suskiej podstawówce. Jego szkolna drużyna zdobyła drugie miejsce w walce o piłkarski Puchar Przeglądu Sportowego. Pierwsza była Warszawa.

-Bardzo był oddany dla sportu i młodzieży. Nie umiał jeździć na łyżwach, ale to właśnie on zbudował lodowisko przed salą gimnastyczną- wspomina Waldemar Szczegielniak, wieloletni kierownik klubu. -Każdy chyba wspomina go dobrze.

Grupe juniorów niejako "w darze" przekazał klubowi ówczesny suski ksiądz - Kościuszko. To on trenował tych młodych chłopców na boisku przy kościele św. Rozalii. Juniorami w Unii zajmował się Józef Wszelak. Później pełnił także funkcję prezesa.

Stałym przyjacielem zespołu i jego skarbnikiem przez długie lata był Zenon Cap, fryzjer z Susza.
Bardzo dobrze dał się zapamiętać jako bramkarz Ryszard Koziorowski. Ten wszechstronny sportowiec (m.in. mistrz województwa w dziesięcioboju) trafił do Susza jako nauczyciel fizyki.

-To był bardzo dobry bramkarz, bardzo skoczny. Takiego bramkarza nie było w tej klasie chyba w całym województwie- wspomina Krzykowski.

Z kimkolwiek nie rozmawialibyśmy, ten pamiętał Koziorowskiego jako wybitnego bramkarza, niezwykle wysportowanego.

Przez długi czas kierownikiem klubu był Waldemar Szczegielniak: -Był rok 1979. Wprost na ulicy zagadnął mnie Marian Górny, wówczas inspektor Wojewódzkiej Rady LZS-ów do spraw gmin. Powiedział, że niedługo opuszcza tę funkcje i chciałby, żebym to ja przejął pałeczkę. Była to praca etatowa przy Radzie LZS-ów. Jedoncześnie pełniło się obowiązki kierownika klubu Unia Susz. Funkcję tę pełniłem nieprzerwanie do 1992 roku.

Na sam koniec lat 70-tych, w obliczu grożącego spadku, Unia zamienia się w Zjednoczonych (1979(?) - 1981). Powstaje druzyna gminna. Kierownikiem klubu zostaje Tadeusz Lotz (później wyprowadził się do Iławy). trenerem został Jan Dalkiewicz, wtedy już po karierze w II-ligowej Olimpii Elbląg. Prezesem był Michał Juchniewicz, potem (albo przedtem) Józef Porowski, dyrektor Eltoru.

Od jesieni 1981 roku znowu zaistniała Unia, i to w starym wypróbowanym składzie. Wówczas, jak opowiada Piotr Żarnecki (syn Bolesława), kupiono nawet trzech zawodników z Iławy: Jankowskiego, Jackowskiego i Kruka. W Unii grał także Zbigniew Kreński. Niebawem miały nadejść tłuste lata klubu.

Od około 1984 roku prezesem był Piotr Żarnecki. Swoje funkcje sprawował nieprzerwanie do konca 1995 roku, kiedy to prezesem został Józef Wszelak. OStatnie dwa lata to kadencja Marka Sąsiadka.

 

Wyniki

-Kiedyś nie odmładzało się tak podstawowego składu, jak dziś- zauważa Szczegileniak. -Zespół był wówczas ograny ze sobą. Taki skład, prawie trzydziestolatków, grał właśnie w lidze międzywojewódzkiej.

Z młodych zawodników w zespole wyróżniał sie wówczas Jarosław Zawadzki, odkryty w Michałowie pod Suszem. W zasadzie odrazu trafił do podstawowego składu Unii.

-Wtedy w Unii grało wielu zawodników z terenów wiejskich. Była ich mniejsza połowa- mówi Szczegielniak.

Pan Waldemar wspomina, jak kiedyś, w lidze międzywojewódzkiej, Unia przeszkodziła Jeziorakowi Iława w awansie do III ligi. Na stadionie w Suszu padł wynik remisowy 0:0 i w efekcie awansował wyżej Sokół Ostróda, który był w tej samej grupie.
Kiedyś były trochę inne czasy...

-W OZPN-nie znaliśmy dobrze księgową, prezesa, zawsze się coś zawiozło, to pomogli- opowiada Piotr Żarnecki. -Na miejscu organizowaliśmy obozy treningowe. Trening był na stadionie albo w sali gimnastycznej, a posiłki w barze. Trwało to dwa tygodnie i dużo dało zawodnikom.

Za prezesa P. Żarneckiego kierownikiem klubu na etacie w Wojewódzkiej Radzie LZS-ów był wspomniany Waldemar Szczegielniak, potem Wiesław Kurta.

 

Bale sportowców

Docohdy klub czerpał między innymi z organizacji corocznych zabaw. W suskiej "Warmiance" był w karnawale każdego roku Bal Sportowca. Zainteresowanie ogromne, miejsca wyłącznie na zapisy. W trakcie zabawy organizowano rozmaite konkursy. Były też licytacje. Najbardziej znamienną była licytacja piłki z autografami wszystkich zawodników.

Nad ranem po zabawie zbierał się cały zarząd i liczył pieniądze- opowiada Piotr Żarnecki. -Zysk przeznaczany był na utrzymanie klubu, na przykład na niezbędne lekarstwa.

Teraz, kiedy po latach Żarnecki wrócił do zarządu Unii, już niektórzy pytają o to, czy znowu będzie Bal Sportowca. Pan Piotr obiecuje, że bal będzie. W karnawale przyszłego roku.

 

Sponsorzy i pieniądze

INCO, mleczarnia, GS, zakład komunalny, Zakłady Wielkiego Proletariatu (tak zwane "tapczany"), POHZ, to niektóre z firm i zakładów, które wspomagały Unię.

-Zawsze się dotarło do jakiegoś zakładu i on pomagał- mówi Piotr Żarnecki -Pieniędzy nie było jednak wcale więcej, niż teraz.

Stroje kupowano w sklepach. Czasem i z tym było ciężko: -Nie można było dostać nawet piłkarskich getrów, które robił Polsport Wałbrzych. Żeby coś mieć, trzeba było mieć wpierw układy- wspomina Waldemar Szczegielniak. Chociaż z czasem Unia też wydeptała własne ścieżki.

W latach 80-tych były trzy drużyny piłkarskie: seniorzy, juniorzy i młodzicy. Prócz tego funkcjonowała też sekcja lekkoatletyczna. Cóż, kilku zawodników i zawodniczek dobrze się zapowiadało. Młodzi mają jednak gorącą głowę. Wówczas po kilku latach treningu rezygnowano.

 

Wydarzenia i kibice

-Czasem to były tu naprawdę przeboje- wspomina Piotr Żarnecki. -Raz kibice trzymali trzymali w szatni sędziego aż trzy godziny. Było to po jakimś meczu. Kibice byli zdenerwowani na tego człowieka za złe sędziowanie. Całe szczęście, że nie wiedzieli, który jest jego samochód, bo by go zdemolowali. Dobrze, że pojechaliśmy po milicję!

Susz miał też swoją trójcę sędziowską: Andrzej Puwalski, Wiesław Gąsior i Jan Słupek. Dwóch ostatnich pozostało w branży.

A kibicowało się wtedy, oj, kibicowało! Najsłynniejszym kibicem był chyba wspomniany już Kazimierz Kowalski ("Robaczek"). Po każdym meczu wychodził ze stadionu kompletnie zachrypnięty.

Przed meczem od wszystkich kolejarzy w mieście popożyczali trąbki. Już na godzinę przed meczem albo i wcześniej można było zobaczyć na ulicach miasta grupy kibiców z transparentami i kolejarskimi trąbkami. Szli na stadion na Leśną. Kiedy potem piłkarze wychodzili na murawę, ich kibice dawno byli rozgrzani.

-Trybuny były pełne. I obojętne, czy graliśmy w okręgówce, czy potem w lidze międzywojewódzkiej- mówi pan Piotr. -A najlepsze były mecze z Prabutami. To były takie derby. Jak graliśmy u nich to na stacji kolejowej w Suszu brakowało biletów. Na tych meczach zadarzały się też i bijatyki... Ale człowiek żył tą piłką, nie mógł doczekać się niedzieli.

 

Wyróżniający się zawodnicy

W I lidze skończył Arkadiusz Klimek, mający dziś 31 lat. Ze starszych zawodników wysoko doszedł Jan Dalkiewicz, grający w Olimpii Elbląg (wówczas II liga).

O Dalkiewiczu swego czasu co tydzień, po każdym meczu wspominał Przegląd Sportowy. Zauważono inteligencję tego zawodnika, który grał defensywnie. Janek potrafił przyjać piłkę jakby od niechcenia, rozejrzeć się i błyskotliwie rozegrać.

Z innych zawodników wyróżniali się: Andrzej Grabkowski, Zbigniew Wiśniewski (obaj grali w Warmii Olsztyn), Zdzisław Kłobukowski, Hneryk Lewandowski, Wiesław Wagner (wyjechał do Warszawy), Wiesław Klećkowski. Zresztą najsprawiedliwiej byłoby wymienić wszystkich. Ambitnie i do końca grał wtedy każdy.

Był też taki kuriozalny moment w hisotrii klubu, ze jego barw broniło trzech braci Dalkiewiczów (Waldemar, Stefan i Jan) oraz trzech braci Turów (Jerzy, Andrzej i Zdzisław). Dwie uzdolnione rodziny stanowiły połowę zespołu.

Jako największych klubowych "przecinaków" wymienić należy Józefa Wszelaka i Adama Gruszczyńskiego.

 

Były plany

Tuz po wojnie osadnicy zastali na stadionie poniemiecką, dużą szatnię z drewna. Po jakimś czasie zburzono ją i na tym miejscu postawiono nową, murowaną. Było to w latach 60-tych.

Bolesław Żarnecki planował budowę nowoczesnego (na lata 60-te) obiektu przy stadionie. Miały znaleźć się tam szatnie, pokoje hotelowe, biura i oszklona sala jadalna.

-Pamiętam, że wszystko miało kosztowac półtora miliona złotych. Ojciec prawie wszystko załatwił, gotowe były projetky, ale ktoś w Olsztynie nie chciał się zgodzić- wspomina pan Piotr. -Pieknie by to wyglądało. Była to taka oszklona półkula.

 

Minuta ciszy

Zdzisław Kłobukowski zmarł tragicznie. W latach 80-tych zorganizowano piłkraski memoriał jego imienia.
Edward Wilczyński kierownik wodociągów, także zmarł tragicznie. Był to prawdpodobnie 1953 rok. W trakcie oczyszczania osadników filtra w stacji uzdatniania wody wydobył się gaz. Wilczyński był wtedy najbliżej. Nie udało się zapobiec tragedii.

na podstawie artykułu "Ach Unia, Unia" Kurier Iławski, 22.12.1999
autor: Radosław Safianowski

Sponsorzy i Partnerzy